• Wpisów:16
  • Średnio co: 118 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 16:56
  • Licznik odwiedzin:2 258 / 2022 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zapraszam na mojego drugiego bloga <33
http://myliemylife1.blogspot.com/
 

 
jutro postaram się dodać następny rozdział, bo na razie nie mam weny <33
 

 
udostępniajcie.
Ja tak będę robiła a wy?
<33

http://besty.pl/2477143
 

 
Bardzo przepraszam, ale przynajmniej przez 2 tygodnie nie dodam rozdizału, bo jadę na kolonię.
Bardzo przepraszam <3
 

 
*Włączcie tą piosenkę*

Życie jest takie okropne. Nigdy nie wiesz co się stanie. Nie możesz nic z tym zrobić. Tak na prawdę nic nie znaczysz dla świata i innych ludzi. Powinno być tak, że każdy odpowiada za swój czyn. Ale niestety życie takie nie jest. Ja przechodziłam tylko przez pasy. Niby nic niebezpiecznego. Ale widzicie. Wystarczy jeden nie uważający człowiek. Jeden bezmyślny człowiek. Jeden człowiek, dla którego nic nie znaczy ludzie życie. Kto zrozumie to co ja teraz czuję. KTO? Tylko ja. Nie ten okropny człowiek, on nie cierpi tak mocno jak ja.
W myślach próbuję sobie zwówić że będzie dobrze. Ale oszukuję sama siebie, bo wiem że ten wypadek zmieni moje życie.
Teraz potrzebowałbym jednej osoby, mojego taty. Niestety, był on jedyną osobą którą tak naprawdę kochałam. Potrafił mnie zrozumieć. Z mamą moje stosunki są okropne, już od 8 lat. Wtedy związała się z Will'em. Nie wierzyłam w ich związek, ale o dziwo udało im się przez rok. Już chciałam mu zaufać, gdy nagle mama urodziła Bellę. To był zwykły chamski człowiek. Zrobił mojej mamie drugą córkę i po 3 miesiącach od nas odszedł. Wcześniej tłumaczyłam jej, że z Will'em jest coś nie tak, ale ona nie chciała mnie słuchać. Tylko swoje, że to jest idealny mężczyzna. Gdy od nas odzszedł, zaczęła mnie przepraszać i tłumaczyć że miałam rację. Od tamtej pory nie czuję że to moja prawdziwa mama. Wiem, że tak jest, ale jej zachowanie w stosunku do mnie było okropne. Nie chciała mnie wysłuchać.
U nas w domu chyba najbardziej cierpi Bella, kiedy kłócimy się. Nie chcę żeby miała złe życie tylko przez te mamy humorki. Kiedyś próbowałyśmy się pogodzić, ale skutek był jeszcze gorszy niż na początku. Od tamtej pory udajemy że się nie znamy.
To przykre uczucie, że już chyba nikomu na tobie nie zależy. Może Belli trochę, bo z nią dogaduję się dobrze. Czasami się kłocimy, ale wicie jak to z rodzeństwem.
Teraz gdy od 3 godzin leże tutaj próbując żyć, uświadomiłam sobie, że moje życie jest bez dobrych chwil. Koło mnie chodzą ludzie, których widzę pierwszy raz z życiu, a ratują mi życie. Niby to ich praca, ale mogą sobie odpuścić i opowiadać wszystkim, że próbowali ratować ale się nie dało. Mogą? Oczywiście. Ale oni chcą i zawsze będą chcieli. To wspaniała praca.
*Wyłączcie piosenkę*

Do mojego ciała zaczęły wracać kolory. Miałam już więcej siły niż 3 godziny temu, leżąc na ulicy.
W sumie to mogłam już otworzyć oczy, ale jakaś siła mówiła mi żeby tego nie robić. Ale byłam silniejsza. Mogłam już kontaktować ze światem. Najpierw otworzył prawe. Zobaczyłam coś co od razu zniechęciło mnie do otwierania drugiego. Wolałam jeszcze chwilę leżeć z zamkniętymi oczami i najlepiej głucha, żeby nie słyszeć rozmowy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Wie, wiem że długo nie dodawałam, ale nauka i brak czasu. Bardzo was z tego powodu przepraszam i proszę o komentarze. Następny postaram się dodac jak najszybciej. Obiecuję


  • awatar Gość: Jak dobrze że przeżyła !!! Rozdizłą Mega ;3
  • awatar arrosa ♥: Wowowowo . Dobrze ,że przeżyła .:D
  • awatar Addicted to Louis ♥: Przeżyła ! Jejejejejejej tak się cieszę :) Podoba mi się to co piszesz, jest takie prawdziwe. Czekam na nowy ! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Ona powiedziała :. lubisz mnie?"
| On powiedział "nie".
| Myślisz ze jestem ładna? - zapytała.
| Znowu powiedział "nie".
| Zapytała wiec jeszcze raz:
| " Jestem w twoim sercu?"
| Powiedział "nie".
| Na koniec się zapytała: "Jakbym odeszła, to byś
| płakał za mną?" Powiedział, ze "nie".
| Smutne - pomyślała i odeszła.
| Złapał ja za rękę i powiedział: "Nie lubię Cię,
| kocham Cię. Dla mnie nie jesteś ładna,
| tylko piękna. Nie jesteś w moim sercu,
| jesteś moim sercem. Nie płakałbym za Tobą,
| tylko umarłbym z tęsknoty."
 

 
Benowi oczywiście nie podobało się jak pracowałam.
- Szybciej! Nie tak trzymasz tace!! Sieroto, co ty do cholery robisz?! - co chwila na mnie wrzeszczał, chociaż robiłam wszystko dokładnie tak samo jak inni. Miałam ochotę mu się odgryźć, lecz te pieniądze były mi potrzebne. Chris i Diana na szczęście mnie wspierali, gdyby nie oni nie wytrzymałabym.
O 16 skończyła się moja zmiana. Z uśmiechem na twarzy podałam, a właściwie wcisnęłam Benowi do ręki trochę ubrudzony jedzeniem fartuch. Założyłam swój beżowy płaszczyk i włożyłam do uszu słuchawki.
- Pa! - krzyknęłam do reszty i nie czekając na odpowiedź wyszłam.
Na dworze było pochmurno. Lada chwila mogło zacząć padać. Ruszyłam przed siebie nie zwracając uwagi na nic. ,, Czemu Ben mnie tak nienawidzi?" myślałam. W mojej głowie odbijały się słowa piosenki System of a down: Chop Suey.
,, Zresztą nieważne". Zatrzymałam się na czerwonym świetle. Moje przemyślenia co do pogody się sprawdziły, ponieważ zaczęło kropić. Ding! Zapaliło się zielone. Ludzie pospiesznie przechodzili na drugą stronę. Uciekali. Przed czym? Przed deszczem. Tym niewinnym nic nie mogącym im zrobić deszczem. A jednak uciekają. Nie patrzą na innych, tylko na siebie. Może to i dobrze. Może ludzie powinni tacy być. Może nie jest im dane szczęście na wieki.
Mówiąc szczerze nigdy nie byłam szczęśliwa. Mój ojciec umarł gdy miałam 5 lat, a mama... lepiej nie mówić. Jedyną osobą, która mną się interesowała był Rob. Wziął mnie pod swoje skrzydła i założył wytwórnie. Na samym początku było całkowicie inaczej. Morgan była od... zawsze, ale nie jako asystentka, bo nią stała się później, tylko jako sekretarka. Za to ja śpiewałam solo. Nie byłam jakąś tam super gwiazdą, ale miałam nielicznych fanów, którzy pisali do mnie różne miłe rzeczy.
Sam pojawił się gdy byłam u progu sławy. Rob ustawił nas jako duet. Nic nam nie wychodziło, piosenki były do kitu, za co obwinialiśmy siebie nawzajem. Wszystko przez bruneta u mnie legło w gruzach. Wszystko nad czym pracowałam przez 2 lata. Znienawidziłam go za to. Nie wiem jakim cudem, ale udało nam się pogodzić, zaczęliśmy się rozumieć. I teraz gdy razem sięgaliśmy po sławę, muszono zamknąć wytwórnie.
Teraz mała mżawka zamieniła się w ulewę. Strumyki pędziły w dół drogi. Ludzi już prawie nie było, a nawet jeśli byli to nie dało ich się zauważyć. Nagle poczułam uderzenie. Nim upadłam na ziemię ktoś objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Ups. Przepraszam. - powiedział znajomy męski głos. Musiałam chwile się zastanowić, by rozpoznać w nim ten nieziemski akcent.
- Saaam! - rzuciłam mu się na szyję.
- O. Alex. - na jego twarzy zagościł promienny uśmiech. Nie widziałam tego, ale czułam.
- Co u ciebie? - spytałam gdy odsunęłam się na niecały metr.
- Co?! Nic nie słyszę przez ten deszcz! - odpowiedział donośnym głosem.
- Pytałam: CO - U - CIEBIE! - powtórzyłam wrzeszcząc z całych sił w jego ucho.
- A dobrze, a u ciebie?
- Co? - usłyszałam tylko szmer. Sam złapał mnie za rękę i wprowadził do jakiegoś pomieszczenia. Okazało się, ze to miła i przytulna kawiarenka.
- Znacznie lepiej. Nieprawdaż? - Sam popatrzył na mnie swoimi orzechowymi oczami, a następnie ściągnął ze mnie przemoczony go suchej nitki płaszcz i swoją skórzaną kurtkę. Usiedliśmy przy dwuosobowym stoliku.
- Dwa razy gorącą czekoladę poproszę. - powiedział brunet do kelnerki puszczając do niej oczko. Ona oddaliła się z rumieńcem. Sam zawsze umiał podrywać, czasem nawet robił to nieświadomie.
- Pamiętałeś, że lubię czekoladę.- uśmiechnęłam się.
- Takie rzeczy się pamięta. Wiem, że kochasz czekoladę, a nienawidzisz kawy sypanej, jedynie jaką pijesz zresztą to delikatne cappuccino.
- Hahahahaha. Perfekcja. Dostajesz szóstkę plus!
- No to opowiadaj.
- O czym? zrobiłam wielkie oczy.
- No jak ci się żyje u Morgan.
Teatralnie westchnęłam i wbiłam wzrok w gorącą czekoladę delikatnie ją mieszając łyżeczką.
- Źle. - oznajmiłam prawie niesłyszalnie.
- Jak to? Coś z Morgan? - przysunął się bliżej, prawie dotykając mojej twarzy, złapał mnie za nadgarstki i złączył je razem.
- Niee. jej mąż... Ben. - powiedziałam to imię najbardziej lekceważąco jak tylko potrafiłam.
- Co z nim? - naprawdę się przejął.
Opowiedziałam całą historię. Oczywiście co chwila wtrącając jak ja nienawidzę tego jeba.nego sukinsyna.Sam wysłuchał wszystkiego, a na koniec dodał.
- Posłuchaj, jak będziesz potrzebowała jakiejkolwiek pomocy to znasz mój numer, tak?
Pokiwałam głową.
- Dziękuję. - wyszeptałam. - A co u ciebie? - odżyłam - Jak żyje się z Robem?
- Całkiem nieźle. Dobrze się dogadujemy.
- To fajnie. - uśmiechnęłam się. Miło, że przynajmniej jedno z nas trzyma się dobrze.


* Oczami Sama*

Było mi strasznie szkoda Alex. Nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Ta dziewczyna jest wyjątkowa. ,, Wyjątkowa"... nie to mało powiedziane. Magiczna!
Rozmawialiśmy długo, śmialiśmy się, nawet nie zauważyłem kiedy minęła 18.
- No muszę się już zbierać. - brunetka sięgnęła po torbę.
- Szkoda. - zrobiłem minę smutnego psiaka.
- No wiesz.... Ben i to wszystko. Pewnie będzie się teraz na mnie wyżywał.
- A niech tylko spróbuje. - mimo iż tego gościa nie znałem, miałem ochotę go rozszarpać. Żeby tak postępować z kobietami. Niedorzeczne!
Dziewczyna sięgnęła po swój płaszczyk, a ja po kurtkę. Razem wyszliśmy.
Na dworze nadal padało, ale już nie tak mocno.
- Pa! - przytuliła mnie.
- Trzymaj się księżniczko. - nie wiem co we mnie weszło, ale pocałowałem ja w czoło i przycisnąłem mocniej. Głowę oparłem na jej włosach. Poczułem jej ciepło, dobroć, jasność umysłu.
Po kilku minutach każdy ruszył w swoja stronę. Nie doszedłem na koniec ulicy, a usłyszałem pisk opon, krzyk Alex i wielki huk.
O mój Boże! pomyślałem i ruszyłem biegiem w stronę nieprzytomnej dziewczyny.
- Alex!

* Oczami Alex*

Stanęłam na czerwonym świetle. Samochody gnały do przodu. Nie minęło dużo czasu, gdy usłyszałam Ding! Pospiesznie chciałam przejść na drugi koniec obszernej ulicy. Drrrrr! zaczął dzwonić telefon. Sięgnęłam do kieszeni. ,, Morgan" westchnęłam i przewróciłam oczami. Wtedy oświetliło mnie świtało dwóch reflektorów. Nie zdołałam zrobić ruchu, a rozpędzony samochód znalazł się metr przede mną. Runęłam z hukiem na ziemię.
- Alex! - usłyszałam i zamknęłam oczy.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej! Następny rozdział pokaże się dopiero w następnym tygodniu, ponieważ jadę na wycieczkę( 3 dni) do Pacanowa Hahahaha jadę tam co roku z moją klasą. No dobra. Jak rozdział. Podoba się? Jeśli przeczytałeś to skomentuj. To pomaga.
  • awatar MADA FAKA DŻENTELMEN :* .: @gość: Kurde. Koles! Osobiście lubię te opowiadanie. Inspiruje mnie, a grunt jest taki, ze dziewczyna się stara. Poza tym napisałeś ( cytat) :jeden rozdzial zi wyszedl i wielkie mi cos. No jak widzisz coś! A poza tym jak ty piszesz; zi, po kropce mala litera. Żałosne.. i w*********j stad!
  • awatar Brakujący element układanki. <3: @gość: jesli ci sie nie podoba to sory ale nie musisz czytac. Po pierwsze 5 latki nie umia pisac wiec nie przesadzaj . Ktoś ci kazał tu wchodzić? A to że innym sie podoba jak piszę to chyba dobrze. Jeszcze mam pytanie czy każdy rozdział musi być wesoły no moim zdaniem nie.
  • awatar Gość: z deczka przygnebiajacy, moglby byc lepszy, a z osobami ponizej nie zgadzam sie bo nie masz za grosz talentu, jeden rozdzial zi wyszedl i wielkie mi cos. ale reszta? reszta jest do bani moj 5 letni brat pisze lepsze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Ben dał mi kelnerski fartuch i kazał mi iść do innych kelnerów i umówić się jak dzisiaj roznosimy żarcie. Tak naprawdę nie wiedziałam po co mamy się umawiać ale spoko, jak widać tak jest w wielkich restauracjach. Dla mnie to lepiej bo jako nowa poproszę żebym mogła podchodzić tylko do tych stolików które są najbliżej kuchni. Dowiedziałąm się że wszyscy kelnerzy przed otwarciem < czyli tak jak teraz> ustalają wszystko w schowku z mopami i rzeczmi do sprzątania.Od razu pomyslałam że schowek to zawsze najlepsze miejsce na spotkania. No ale jesli oni tak ustalili to nie mogę tego zmienić. Gdy tylko weszłam wszystkie oczy zwróciły się na mnie. W tym małym pomieszczeniu stały 4 osoby, i dosłownie w jedym momencie wszystkie 8 gałek ocznych zwróciło się w moja stronę. To było trochę dziwne uczucie. Nie wiedziałam czy mam się bać czy cieszyć. Ale postanowiłam żeby się to zmieniło więc powiedziałam:
-Hej, jestem tu nowa. Dzisiaj zaczynam i mam pytanie mogłabym się czegoś dowiedzieć o tym jak dzisiaj będziemy roznosić tacę?
-Zwolnij kochana. Najpierw się przedstaw i zacznij od nowa bo nikt cię nie zrozumiał- z uśmiechem na twarzy odpowiedziała kilka lat ode mnie satrsza blondynka.- Ja mam na imię Diana. To jest Chris- i wskazała na przystojnego blondyna, który jak zauważyłam cały czas gapił się na moje oczy.
-Obok niego stoi Luke a dalej Amanda. Ja mam 24 lata, Chris 18, Luke 27 a Amanda 18. Teraz twoja kolej.
-Alex, 17 lat. Tak naprawdę to nie chciałam tu pracowąc ale musze mieszkać u Bena i jego zony, a on jest dla mnie strasznie wredny i chcę zarobić żeby móc się wyprowadzić. Ok to już wszyscy się znamy możecie mi wytłumaczyć o co chodzi z tym jak będziemy podchodzić i potem przynosić zamówienie.
-Po pierwsze dziecko jakbys nie wiedziała to tutaj nie podchodzimy i ludzie nie gadają nam co chą tylko przy każdym stoliku jest takie małe coś... hmmm... niewiem jak to nazwać. Takie podobne do telefonu i tam klikasz na to co chcesz zamówic. Potem w kuchni maja podobne i dostaja zamówienie i który stolik. Dają nam i my zanosimy. Proste czy powtórzyć. - zapytała z irytacją Amanda.
-Nie dziękuję księżniczko, zrozumiałam.
-hyyyyh idę z tąd. Zaraz otwieramy, a mi się nie chce gadać z tą nową.. jak jej tam a, Alex.- powiedziała i wyszła.
-Ona zawsze jest taka wredna?- zapytałam Chrisa
-Zazwyczaj.
-Dobra ja idę pomóc tej larwie, bo pewnie zaraz coś zbije- odparła Diana i jak zawsze z uśmiechem na twarzy, wyszła.
Trochę dziwnie się czułam bo Chris cały czas gapił się w moje oczy. Było to trochę krępujące, ale również miłe, że ktoś zwraca na mnie uwagę.
-To może ja tez już pójde, pomogę kucharzom.- odrzekł Luke i wyszedł.
-ty tez zaraz pójdziesz pomóc albo czarownicy, albo kucharzom?
-Nie, ja jeszcze chwilę zostanę i powiem ci kto do jakich stolików będzie chodził. Wcześniej uzgodnilismy że Amanda idzie do 1-20, ja 21-40, Diana 41- 60, Luke 61- 80 i tobie zostały te na samym końcu czyli 81-100.- powiedział
-ammm, a nie możemy się zamienić, wiesz jestem nowa i może bardziej się wczuję jak będę chodziła bliżej?
-Sorki piękna ale nie- powiedział i pocałował mnie w czoło- trzrymaj się i nie siedź za długo w tym schowku, chodź do nas, albo jak chcesz to oprowadzę cię po restauracjii żebyś wiedziała gdzie są twoje stoliki?- zapytał.
Kiedy pocałował mnie w czoło poczułam taki przepływ ciepła po całym ciele i potem już nawet mnie brzuch nie bolał. To było miłe, że mnie pocałował. Wyglądał na takiego opiekuńczego.
Dopiero po chwili się skapnęłam że Chris cały czas stoi i czeka na moją odpowiedź.
-Tak oczywiście. Bedę już wiedziała gdzie będę musiała dopiegac z żarciem- powiedziałam i wyszliśmy ze schowka.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak się podoba? <3 Komentujcie i dawajcie lajk.
To miłe. <3
W tym rozdziale nie dzieje się dużo akcji ale nie miałam pomysłu. Pojawiają się nowi bohaterowie.

Chris- 18 lat



Diana- 24 lata


Luke- 27 lat


Amanda- 18 lat




: **
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rano obudziłam się z wielkim bólem głowy i brzucha. Byłam tak zdenerwowana przez ostatnie 2 dni że dopiero po chwili zorientowałam się że dzisiaj powinnam dostać okresu. Akurat dzisiaj będę się najbardziej denerwować w pracy więc nie będzie mi miło. Trudno to nie zależy ode mnie.
Wstałam z łózka i leniwym krokiem poszłam do kuchni. Jak się domyśliłam Ben jak tylko mnie zobaczył zrobił minę jakbym była nie wiadomo kim.
Ale ja postanowiłam być mądzrzejsza od niego i powiedziałam :
-Dzień dobry Ben, jak minęła noc?
-a co cię to. Nie powinnaś pracować u mnie ale zgodziłem się tylko dlatego że kocham Morgan a on jest odpowiedzialna za ciebie. Tak to bym się nigdy nie zgodził.
-taaaa, fajnie wiedzieć.
Nie chciała mi się dłużej koontynuować tej okropnej rozmowy więc tylko zapytałam:
-Gdzie Morgan?
-jeszcze śpi, jakbyś nie wiedziała dziewczynko.
Za co on mnie kurde nienawidzi. Co ja mu takiego zrobiłam. Nie miałam gdzie mieszkać a Morgan wzięła mnie do siebie. To tylko tyle. Już niedługo wyprowadzę się z tąd i nie będzie musiał mnie znac.
Na stole leżały grzanki więc wzięłam jedną i posmarowałam sobie miodem i poszłam ja jeść w pokoju. Potem ubrałam się w http://www.faslook.pl/collection/dla-tojagabi-3/#
i napisałam do Margaret
"Jestem już gotowa na męczarnie z Benem : D"
Odpowiedz dostałam po chwili
"Nie martw się jestem z tobą duchowo <3"
Od razu pojawił mi się usmiech na twarzy. Ona potrafi zrobić że człowiek szczerzy się do telefonu.
Naagle do pokoju weszła Morgan.
-Ben mówi żebyś była gotowa za 5 min. Pojedziecie do pracy.
-Dzięki.Już idę.
Jak mi się nie chciało spędzić tego czasu z Benem. Ale jak będę u niego pracować to może się wyprowadzę od niego.
Miałam taką nadzieję.
Zeszłam na dół gdzie czekał na mnie już w samochodzie Ben. Wkurzona usiadłam na przednie siedzienie obok niego.
-Dzisiaj będziesz pracować jako kelnerka.Mam nadzieję że sobie poradzisz?
-ta. Też mam taką nadzieje.
Do końca drogi siedzielismy w ciszy.
Gdy dolechalismy na miejsce zobaczyłam wielki stary budynek z napisem "Restaurant "Magic""
Gdy weszłam moim oczom ukazała się wielka restauracja.


Moje pierwsze wrażenie to było "O ku**a ja będę musiała tutaj podchodzić prawie do każdego stolika?
Ale trudno jak się chce wyprowadzić od niego. Będę musiała łazić z żarciem dla tych ludzi.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Taki krótki bo nie mam weny
Dawajcie kom i lajk <3
Gdy pisałam słuchałam tego :
  • awatar Gość: Mega ;p Czekam na next !!!
  • awatar Addicted to Louis ♥: Ładna ta restauracja ; ) Opowiadanie coraz bardziej mnie wciąga ^^ Czekam nn ;*
  • awatar MADA FAKA DŻENTELMEN :* .: Łooooooooooo jego restauracja wymiata xd Rozdział swietny i wgl fajnie, fajnie :D -a co cię to. Nie powinnaś pracować u mnie ale zgodziłem się tylko dlatego że kocham Morgan a on jest odpowiedzialna za ciebie. Tak to bym się nigdy nie zgodził. Taka tam szczerość z samego ranka xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wyciągnęłam laptopa i weszłam na Skeypa. Margaret była dostępna. Bez wachania zadzwoniłam do niej.
- ooooooo kto się odezwał. Jak tam nagrywanie płyty. Czy Sam dalej jest taki przystojny. Nie zestarzał się?
- poczekaj. Nie mam czasu na pytania.....i co? Kiedy Sam był przystojny, nigdy i nigdy nie będzie. Masz fioła na jego punkcie od dawna sle nie twierdziłas ze jest sexy.. Dobra twojego myslenia nie da się zrozumieć. Ok przejcmy do setna sprawy. Mam problem.- powiedziałam i opowiedzialam jej cala historię od tego podstępu rano, aż do teraz.
-O mój boże. Współczuję Ci. Teraz to możesz zrobić tylko jedno. Zacząć pracować u niego w kawiarnii.
-co?? jeszcze nie zgupiałam
-ale zobacz, on będzie musiał spędzać czas z toba, płacić ci. A ty dostaniesz kasę i będziesz mogła sie od nich wyprowadzić.
-no masz rację, zaraz pójdę do Morgan i powiem jej żeby zapytała się Bena czy mogę u niego pracować. Swojej żonie chyba nie odmówi nie?
-no raczej
-Dobra ja muszę kończyć Morgan ugotowała obiad, dam ci potem znać czy mam robotę. Pa !
-Pa!
Zamknęłam laptopa i akurat Morgan zawołała że jest obiad. Byłam strasznie głodna i nawet nie interesowało mnie to co będzie do żarcia. Zjem wszystko, ale pod jednym warunkiem, że Ben tego nie ruszał. Bo jeśli tak to nie biorę tego do ust. Może jeszcze jakieś zatrute lub nie jadalne.
Gdy weszłam do kuchni poczułam okropny smród.
Myślałam że to Ben tak pachnie z natury, ale po chwili zorientowałam się że to nasz dzisiajeszy obiad.
-Hmmmmm co dzisiaj jemy?- zapytałam
-Kurczaka w sosie japońskim- odpowiedziała Morgan
-a ten piękny zapach to rozumiem też od tego kurczaka?
-oczywiście. Siadajcie do stołu i jemy
Pomyślałam że to będzie najdłuższy obiad na świecie.

*
Zaraz po obiedzie poprosiłam Morgan na słówko.
-Mam prożbę. Mogłabyś zapytać się Bena czy na jakiś czas mogłabym pracować u niego w restauracjii.?
-Jasne ale mówię że jest wymagający <i puściła mi oczko>
Pomyslałam że już to przeżyłam i dlatego chcem się od niego wyprowadzić. Nie chchiałam żeby zmarmował mi życie taki dupek. Jak nie chchiał żebym tu mieszkała to nie musiał się zgadzać.

Po kilku godzinach męczarni z Benem w jedyn mieszkaniu, stała się tylko jedna dobra rzecz. Ben zgodził się że mogę u niego pracować. Nie mówiłam o tym Margaret, ani rodzinie bo chciałam jak najszybciej zapomnieć że będe musiała męczyć się z nim.
Położyłam się spać wcześnie jak na mnie bo o 22.
snilo mi się że Ben wykorzystywał mnie w pracy i udwał że nic sie nie dzieje.
To był koszmar kilka razy obudziłam się w nocy i nie mogłam zasnąc.
A jak się okazało to ten sen był proroczy....


----------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak rozdział? jak zawsze proszę o kom i lajk.
Sory że taki krótki ale nie mialam weny

inspiracją do tego rozdziału była piosenka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Super blog <3 zachęcam do przeczytania <3
http://fuckyouverymuch12.pinger.pl/
 

 
Po kilku minutach ciszy głos zabrał Rob:
-Ale co się stało?
-Nasz budynek kupiła inna agencja. Teraz już nie mamy wstępu tutaj. Przyszyłem już tylko zabrać swoje rzeczy z biura i idę szukać nowej pracy- powiedział pan Black, wyraźnie smutnym tonem
-Czyli ma się rozumieć. My wszyscy straciliśmy pracę?- zapytała Morgan
-Tak
-a mam pytanie. Bo wasza wytwórnia, dała mi mieszkanie, bo przyjechałam z drugiego końca Angli i dopiero zaczynałam więc..-nagle przerwał mi pan Black
-tak, tak wiem Samowi też dawaliśmy mieszkanie. Przejdź do rzeczy
-dobrze. Czyli możemy zatrzymać?
-nie. Absolutnie. Wytwórnia upadła, więc nie mamy pieniędzy na wynajmowanie wam domu. Przykro mi.
-ale, gdzie my teraz będziemy mieszkać?- zapytał Sam
-nie wiem, nie interesuje mnie to. Macie wziąć swoje rzeczy stamtąd jeszcze dzisiaj.
-ale jak mamy to zrobić?- zapytałam
-nie wiem poproście kogoś. Proszę o wyjście, muszę się spakować.
-Dowidzienia
Wyszliśmy z budynku w ciszy. Nikt nawet nie chciał się odezwać. Rob i Morgan właśnie stracili pracę, ja z Samem dom i szanse na zarobienie pieniędzy i szanse na karierę. Szczerze mówiąc to dzisiejszy dzień jest okropny. Nie wiedziałam co mam zrobić ze sobą.Było mi strasznie smutno. Byliśmy w trakcie nagrywania 7 piosenki do albumu a tu nagle BUM! nie ma nic Ani płyty, ani piosenek, ani pieniędzy, ani domu po prostu nothing!
-Dlaczego płaczesz?- zapytała Morgan- wszystko będzie dobrze. Nie martw się.
Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam kiedy łzy poleciały mi z oczu.
-Jak chcesz to możesz u mnie narzie zamieszkać- zapytała Morgan
-naprawdę?
-jasne. Jakoś się pomięcimy.
-nie nie będę ci przeszkadzać w twoim życiu prywatnym
-ale ja nalegam, proszę nie zostawię cię tuttaj tak samą
-no dobrze A ty Sam gdzie będziesz mieszkać?
-Moja ciocia mieszka 5 przecznic dalej. Poproszę czy mógłbym u niej na razie zamieszkać.
-Dobra, to chodźmy do twojego mieszkania i razem weżniemy rzeczy ok?- zapytała Morgan
-A ja pomogę ci się zabrać z tym wszystkim.- powiedział Rob do Sama.
Ja z Morgan poszliśmy w prawo, a chłopaki w lewo.
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że nie będę już występować z Samem. Nasza kariera razem się skączyła.
-Oto moje mieszkanie- powiedział Morgan otwierając mi drzwi.
-Piękne, sama urządzłaś?
-pomagał mi mój mąż Ben
-a to ty masz męża?
-tak teraz akurat jest w pracy. Przyjdzie o 16. Jest właścicielem kawiarni.
-aham, dlaczego nigdy nic nie mówiłaś że masz męża?
-nie ważne. Miałam powody.
Trochę zdziwiło mnie to że Morgan ma męża i nic o nim nie mówiła. No ale trudno, może miała swoje powody.
-A Ben zgodzi się żebym tuttaj mieszkała?
-Myślę że tak. Jest bardzo miły.
-to fajnie- powiedziałam bez przekonania- pokaż mi gdzie mogę się rozpakować?
-tutaj w tym czerwonym pokoju. Mam nadzieję że jest przytulnie.
-Lepsze to niż spanie pod mostem.
Nagle do Morgan zaczął dzwonić telefon. Z tego co słyszłam, bo wyszła z pokoju, to był ten Ben. Trochę się bałam jego reakcji, że w ich domu będzie mieszkać jakaś dziewczynka. Ale mam nadzieję że mnie polubi.
Po 2 godzinach Morgan przygotowywała obiad, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Chciałam otworzyć, ale Morgan mnie zatrzymała i sama pobiegła. To zachowanie wcale mi się nie spodobało. Po kilku minutach Morgan weszła do pokoju razem z jakimś mężczyzną.
-Alex to jest Ben, Ben to jest Alex będzie u nas trochę mieszkać tak jak ci już mówiłam .
-Cześć- powiedział i podał mi rękę.
-hej, miło mi cię poznać
-To wy się poznajcie a ja idę dalej robić obiad.
Morgan poszła do kuchni i poprosiła mnie żebym przyniosła nam do rozmowy coś do picia.
Gdy wracałam Ben złapał mnie za tyłek, a ja rozlałam picie.
-ej co ty robisz?- zapytałam
-to ty gówniaro rozlałas picie- krzyknał gdy to pokoju przyszła Morgan
-Alex rozlała picie- szybko odparł Ben
-Ale to on mnie złapał za tyłek i przez to wylałam.
-tak teraz wszystko zwalaj na mnie- odparł Ben
-Kurde chyba sama z siebie bym tego nie wylała
-a skąd wiesz?
- Dobra spokój Alex nic się nie stało że wylałaś. W kuchni jest szmatka idź po nią i powycieraj ok?- powiedziała Morgan
-ale to nie moja wina- krzyknełam
-Tak to Święty mikołaj idź że po tą szmatę- odrzekł Ben
Gdy zmywałam podłogę, Morgan poszła do kuchni, a Ben cały czas gapił się na mój tyłek. Miałam tego dość. Coraz szybciej zaczęłam sprzątać. Pobiegłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam laptopa i................................................

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Następna część już niedługo. Mam nadzieję że podoba się wam. Proszę o komentarze <3

Ben- wredny mąż Morgan

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
-Nie, nie zaśpiewam tego tak wysoko- powiedziałam, gdy Rob pokazał mi kartkę z piosenką.
-Ale dlaczego, przecież dasz radę- wtrącił się Sam wchodząc do sali- wierzymy w ciebie.
-Może i wierzycie, ale ja w siebie nie wierze.
-Alex posłuchaj. Spróbuj to zaśpiewać jak najlepiej możesz. Jeśli nie chcesz aż tak wysoko to nie musisz.- odparła Morgan
-o jeden rozsądny człowiek- krzyknęłam i przytuliłam Morgan
-dobra koniec tego przytulania. Bierzmy się do roboty. Alex śpiewa jak najlepiej, a Sam gra....hmmmm on gra to dobrze, ale chłopie też daj z siebie wszystko- przerwał nam Rob
-tak teraz chwalmy Sama, a na mnie krzyczmy bo nie chcę tak wysoko zaśpiewać piosenki. Gdzie tu sprawiedliwośc ?- powiedziałam z pretensją
-hahhahaha widzisz, śpiewaj tak dobrze jak ja gram , to też będą cię chwalić- zażartował Sam
-o nie, twierdzisz, że źle śpiewam. Słuchaj jak wysoko zaśpiewam ten fragment- powiedziałam i zaśpiewałam z całych swoich sił.
-Super, widzisz dałaś radę zaśpiewać to tak wysoko, jak chcieliśmy- odparła Morgan
-aaaaaa, yymmmmmm czyli wy to zrobiliście specjalnie. Ty specjalnie pochwaliłeś Sama, żebym się zdenerwowała i zaśpiwała to tak jak należy. To wszystko było podstępem ?
-aha, miej więcej.- odrzekł Rob- dobra bierzmy się do pracy.
-aleee to jest nie fair, jesteście okropni
-wiemy, chodź do studia- odowiedziała Morgan
Przez całą drogę do studia <czyli jakieś 10 minut> nie odwywałam się do nikogo. Morgan i Rob siedzieli z przodu samochodu, więc z nimi nie musiałąm rozmawiać, ale Sam siedział z tyłu razem ze mną i wypadałaby zacząć rozmowę. W sumie to oni tylko chcieli żebym uwierzyła w siebie, że umiem to zaśpiewać.
-Dziękuję, dzięki wam uwierzyłam w siebie- powiedziałam do wszystkich.
-nie ma sprawy- powiedział Sam i przytuliliśmy się koleżeńsko.
-dobra wysiadajcie i idzcie do studia. Zaraz dojdziemy- powiedział Rob do mnie i Sama jak podjechaliśmy już pod budynek.
- Emmmm chyba coś jest nie tak. Nigdy przed wejściem nie było ochroniarzy ani tych kwiatów- odrzekłam zanim wyśliśmy z samochodu
- masz rację coś jest nie tak. Czuję to w powietrzu- odparł Rob
-taaaaaa. A ja czuję tylko ten okropny zapach w samochodzie od którego che mi sie wymiotować- skomentował Sam
- Nie narzekajcie na ten zapach. Dostałem go od teściowej.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- A ten krawat też dostałeś od teściowej? - powiedział Sam
- nie sam go sobie kupiłem. Niby co jest z nim nie tak.
- nie nic- próbowałam uratować Sama więc zmieniłam temat- chodźmy i dowiedzmy się co jest nie tak z studiem
Poszliśmy do biura szefa wytwórni. Gdy szliśmy przez korytarz wszyscy się na nas dziwnie patrzyli. Coś tutaj jest nie tak.
- Dzieńdobry panie Black. Możemy się dowiedzieć co sie tutaj dzieje. ? - zapytałam gdy wszyscy czworo weszliśmy do biura.
- oczywiście właśnie miałem do was dzwonić, że naszej wytwórni już nie ma.
Te słowa wszystkich oszołomiły.

----------------------------———————-----------------------------------------------
I jak wam się podoba pierwszy rozdział.? W następnych będzie więcej akcji i miłości. Bardzo proszę o komentarze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Występują:
* Alex- 17 latka. Początkująca piosenkarka. Jest w trakcie nagrywania swojej pierwszej płyty. Śpiewa razem ze swoim przyjacielem Samem. Ma najlepszą przyjaciółkę Margaret.



*Margaret- przyjaciółka Alex.Wspiera ją w karierze.


*Sam- 18 lat. Występuje razem z Alex. Gra z nią na gitarze gdy ona śpiewa.


*Rob- nasz menadżer. Jest surowy, ale kochany.


*Morgan- asystentka Roba. Mogę jej się zwierzyć ze wszystkiego. Jest naprawdę wspaniała.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›